logo Turnieju Legnica Cantat link do strony logo Satyrykonu link do strony
logo LCK
logo BIP link do strony logo Letniej Akademii Filmowej link do strony
O Nas     Kalendarium     Działalność     Zajęcia     Przetwarzanie danych osobowych
baner - Posłuchaj śpiewu miasta. Dźwiękowa mapa Legnicy

Festiwal Kultur za nami! Zapraszamy na ciekawą lekcję historii i... tolerancji


W sobotnie popołudnie dziedziniec Akademii Rycerskiej stał się istnym tyglem wielu kultur. Romowie siedzieli przy tradycjnym ognisku, Kresowiacy częstowali kraszanką dulibską, Łemkowie, Ukraińcy, górale czadeccy, repatrianci z Bośni - Hercegowiny, Niemcy, Rosjanie, Żydzi wspominali swoje dzieje, prezentowali folklor, kulturę, rzemiosło i pyszne potrawy. Odbywał się bowiem Legnicki Festiwal Kultur "Kto siedzi na miedzi (-y)", prezentujący mniejszości narodowe i etniczne, które po 45 roku zamieszkały na tych terenach.
To była wielka lekcja historii, tolerancji i pokory. Dlaczego? Sami Państwo przeczytajcie. Oto kilka wspomnień uczestników niecodziennego festiwalu.

Emilia Maślak z Koźlic koło Głogowa:

- Jestem góralką czadecką. Moi dziadowie, Polacy, pochodzili z Czadca, który dziś leży na Słowacji. Ale historyczne losy rzuciły ich na tereny należące przed wojną do Rumunii, gdzie górale czadeccy osiedlali się przez ok. 200 lat - tam urodzili się moi rodzice. Górale czadeccy, mimo życia na obczyźnie, bardzo pielęgnowali polską mowę, tradycję, chodzili do polskiego kościoła, nawet ożenki były wyłącznie wśród swoich.
Az po wojnie na tereny Bukowiny Rumuńskiej zaczęli przyjeżdżać specjalni agitatorzy, którzy namawiali Polaków, żeby wrócili do ojczyzny, bo są wolne domy, nowe perspektywy. Część ludzi wróciła, moi rodzice także. Ja urodziłam się już w Polsce. Z opowieści rodziców wiem, że zaraz po powrocie do kraju nie było im łatwo. W Rumunii zawsze byli postrzegani jako obcy, a w Polsce spotkało ich to samo... Miejscowi wytykali ich palcami, przezywali "Rumunami". Sama zresztą pamiętam, że gdy poszłam do szkoły, to inne dzieci też mnie przezywały. Zrozumiałam niestety, że lepiej nie mówić głośno o swojej tożsamości. Dopiero gdy w latach 80. założyliśmy nasz zespół ludowy, ludziom spodobały się nasze występy, atmosfera stała się przyjaźniejsza. Dziś po dawnej niechęci nie ma już śladu. Żyjemy w zgodzie z innymi. Czasy są bowiem inne i ludzie też inaczej na wiele spraw patrzą.


Janusz Olszewski, mieszkaniec gminy Radwanice:

- Jestem z pochodzenia Polakiem, ale od kiedy pamiętam, przez nasz rodzinny dom przewijali się ludzie przeróżnych nacji. Różne języki i dialekty były dla mnie czymś normalnym. Moja mamusia była bowiem krawcową i szyła ubrania dla ludzi, którzy przjeżdżali na te tereny. I wszystkich, bez względu na to, skąd pochodzili, traktowała z równym szacunkiem i nas też tego uczyła. Nigdy nie mówiła, że ktoś jest obcy, przyjezdny. Wszyscy byli dla niej po prostu ludźmi, którym trzeba pomóc. I nam wpajała taką samą tolerancję. A czasy nie były łatwe... Gdy w 47 roku na te ziemie przyjechali Łemkowie, zostały dla nich same najgorsze domostwa, a oni mieli ze sobą tylko to, co zdążyli zabrać do transportu. Bywało więc, że moja mama jedną sukienkę przeszywała po kilka razy, aby mogły ją nosić kolejne pokolenia kobiet w danej rodzinie... Trudno w to dziś uwierzyć, ale tak było. Z czasów szkolnych pamiętam, że jako dzieci biegaliśmy w czasie przerw do sąsiadki, zwanej babcią Hanusią, która podkarmiała nas chlebem, zawsze czekała z kubkiem mleka. Babcia mówiła tylko w języka łemkowskim, więc traktowałem ten język zupełnie naturalnie. Zdarzało się nawet, że w domu wplatałem do języka polskiego łemkowskie słowa. Mama nigdy mnie nie poprawiała. Mówiła za to, że się cieszy, bo uczę się tolerancji.


Rozalia Schubert - Langierowicz z Legnicy:

- Jestem Niemką, urodziłam się w 1936 r. w Nowej Wsi Legnickiej. Wtedy jeszcze były to tereny niemieckie. Po wojnie stały się polskie, ale moja rodzina tu została. Zaraz po wojnie, w 1946 r., nie było łatwo. Przyjeżdżali na te ziemie różni ludzie, niektórzy strasznie się wobec nas zachowywali, aż trudno o tym spokojnie mówić... Ale gdy ten najtrudniejszy czas minął, wychowywałam się wśród Polaków, Rosjan i nigdy nie spotkała mnie z ich strony żadna przykrość, nikt mi nie dokuczał. Żyliśmy w symbiozie i przyjaźni. W 1957 r., kiedy mogliśmy już oficjalnie skontaktować się z krewnymi mieszkającymi w Niemczech, moja mama tam wyjechała. Ja zostałam, bo trzy lata wcześniej wyszłam z Polsce za mąż. Za Polaka. Mieszkamy tu do dziś i nie wyobrażam sobie, żebym mogła żyć gdzie indziej. Tu się urodziłam i tu chcę umrzeć.

Stanisława Kindra z Sobina:

Urodziłam się już w Polsce, ale moi rodzice pochodzą z Kresów Wschodnich, z okolic Tarnopola. Przed przesiedleniem przeżyli w rodzinnych stronach prawdziwą gehennę. Ukraińcy mordowali, gwałcili, okaleczali. Dlatego, gdy Polacy zostali przesiedleni na ziemie odzyskane, byli przesiąknięci strachem. Na przykład nikt nie chciał zasiedlać domów leżących przy samym lesie... Ze strachu, że w lesie będą czyhać oprawcy. Zresztą ludzie w ogóle nie zwracali specjalnej uwagi na to, jakie domy zasiedlają. Byli bowiem pewni, że przyjechali tu "na chwilę" - na rok, dwa, a potem wrócą "do siebie". Było im bardzo trudno, nie potrafili się przyzwyczaić. Wiele lat musiało minąć, zanim przywykli do nowej sytuacji. Na szczęście dziś czasy są już zupełnie inne.


Jerzy Starzyński, Łemek, pomysłodawca Festiwalu Kultur:

- Festiwal nazywa się "Kto siedzi na miedzi (-y)"? Chodziło nam o to, aby w jednym miejscu zaprezentowały się różne grupy ludności, które w tym zasobnym w miedź regionie - Legnicy i okolicach - po 45 roku zaczęły sąsiadować ze sobą przez przysłowiową miedzę i tworzą dziś wspólnie tutejszą społeczność. Myślę, że festiwal jest bardzo udany. Są tu repatrianci z Kresów Wschodnich, z Bośni - Hercegowiny i Bukowiny Rumuńskiej oraz mniejszości narodowe i etniczne: Łemkowie, Ukraińcy, Niemcy, Romowie, Żydzi, Rosjanie. Opowiadają o sobie i swoich losach ze sceny, prezentują swój folklor, kulturę, rzemiosło artystyczne, częstują regionalnymi potrawami. Na dziedzińcu Akademii Rycerskiej można też obejrzeć np. wystawę poświęconą Łemkom i przesiedleniu ich na tereny Dolnego Śląska. To przecież niełatwy temat, ale ten festiwal jest bardzo dobrym miejscem, aby w sposób normalny rozmawiać też o trudnych sprawach. Na festiwal przyszło naprawdę wielu Legniczan, jest wspaniała atmosfera. Ludzie słuchają opowieści, smakują potraw, oglądają występy. To impreza, która łączy ludzi, bez względu na to, skąd pochodzą.











fot: ego



Źródło: ego   2013-09-30


 

   Dzieje się







 
                   


© Legnickie Centrum Kultury 2003-2019   tel. 76 723-37-00   e-mail: lck@lck.art.pl