logo Satyrykonu link do strony logo BIP link do strony
logo Letniej Akademii Filmowej link do strony Logo Legnicy Cantat
O Nas     Kalendarium     Działalność     Zajęcia     Przetwarzanie danych osobowych
baner

Idzie nowe, choć… stare


To był trudniejszy finansowo rok, niż wszystkie dotychczasowe. Dzięki pracy całej załogi Legnickiego Centrum Kultury udawało się nie tylko przetrwać, ale też sporo osiągnąć. Można powiedzieć: kryzys był finansowy, ale nie w sferze pomysłów. LCK wprowadził w życie wiele ciekawych rozwiązań. Co się powiodło, a co mniej? Jakie wydarzenia kulturalne czekają Legniczan w nadchodzącym roku? O tym rozmawiamy z Grzegorzem Szczepaniakiem, dyrektorem Legnickiego Centrum Kultury.

Dziś pierwsza częśc wywiadu.



Koniec roku skłania do podsumowań. Jaki był 2011 rok dla LCK?

- Od kiedy tu pracuję, czyli od prawie sześciu lat, nie było równie roku trudnego finansowo. Ale myślę, że nie było też tak przełomowego roku, jeżeli chodzi z zmiany w sposobie działania Legnickiego Centrum Kultury. Takie placówki jak LCK nie mogą być ciągle takie same, czasy wymagają zmian. Cały czas się więc zmieniamy i nie inaczej było w mijającym roku. Mamy nadzieję, że będą one procentować – ich efekty będą zaskakiwać, przyciągać nowych odbiorców tego, co mamy do zaproponowania.

Jakie przemiany ma Pan na myśli?

- Zanim o nich powiem, dam może przykład tegorocznego Satyrykonu. Szefująca przedsięwzięciu pani Elżbieta Pietraszko wpadła na nieoceniony wręcz pomysł, aby Satyrykon nie tylko był swego rodzaju przeglądem światowej satyry, ale także promował młodych twórców. Pomysł wcale nie jest taki oczywisty, bo satyra uchodzi za domenę artystów dojrzałych. Okazał się jednak strzałem w dziesiątkę! Dzięki temu Satyrykon, i tak ceniony w świecie, może wyprzedzić o całą epokę konkurencyjne imprezy. Dzieje się tak dlatego, że festiwale satyry, choćby w Europie, opierają się o podobny schemat. Prezentuje się właśnie prace doświadczonych, cenionych artystów, od lat tych samych - i to oczywiście dobrze. Jednak za rzadko wprowadza się młodych, gniewnych, buńczucznych, czasem zbyt pewnych siebie, ale za to bardzo zdolnych artystów. A nasz Satyrykon to teraz robi. To zupełnie zmienia znane powszechnie oblicze satyry, w pewnym sensie ją rewolucjonizuje. To musi się odbić echem na całym świecie, wpływa na całe środowisko, motywuje do jeszcze lepszej pracy i wspiera młodą i silną „konkurencję”.

Skąd o tym wiecie?

- Mamy na to wiele dowodów. Przytoczę choćby pierwszy z brzegu. Pewien międzynarodowej sławy twórca satyry, którego nazwiska pozwolę sobie nie wymieniać, zwierzył nam się, że jest w stanie dostosować się do każdego konkursu satyrycznego na świecie. Potrafi zrobić taką pracę, o której wie, że zdobędzie w danym konkursie nagrodę. Jedyny wyjątek stanowi dla niego Satyrykon, którego jeszcze nigdy nie wygrał, ponieważ nasz konkurs jest tak inny, tak oryginalny, że on nie jest w stanie w ogóle go „przewidzieć”. A wracając jeszcze do młodych twórców – przynajmniej w naszym kraju nie mają oni zbyt wielu możliwości pokazania szerokiej publiczności swojej twórczości. Satyrykon umożliwia im to. Ich prace są prezentowane obok prac wybitnych, znanych twórców. Ogląda je mnóstwo ludzi. Naprawdę, każda strona ma z tego nowszego oblicza Satyrykonu duże korzyści. Podobnie jest z Ogólnopolskim Turniejem Chórów „Legnica Cantat”. Wprowadziliśmy w tym roku kilka zmian, może pozornie drobnych, ale dały one efekt, jakich oczekiwaliśmy. Jeden z jurorów tegorocznego konkursu, który był też u nas dwie edycje temu, mówił żegnając się na koniec festiwalu z jednym z kolegów, że jest zaskoczony, jak w ciągu tak krótkiego czasu można tak bardzo podnieść poziom konkursu! Bo poziom rzeczywiście był niesamowity! Dałem te przykłady aby pokazać, jak wprowadzenie pewnych modyfikacji, nawet z pozoru niewielkich, może zmienić na lepsze oblicze danego przedsięwzięcia, nawet jeżeli jest ono już bardzo dobre.

Będziecie iść taką drogą?

- Chciałbym bardzo. Mam np. takie plany co do Zespołu Pieśni i Tańca „Legnica” czy chóru Madrygał. To jest niezwykle wartościowe, że są ludzie, którym chce się wychodzić się z domu, kultywować tradycje ludowe czy chóralne, ćwiczyć, występować. Miasto powinno być z obu tych zespołów dumne. Jednak dobrze by było, aby ich działalność rozszerzyć, choćby o tzw. edukację artystyczną. Przedstawiciele „Legnicy” czy też „Madrygału” powinni być obecni w życiu codziennym miasta. Uwrażliwiać na swoją sztukę dzieci już w przedszkolach. Uczniów szkół aktywnie włączać do swych działań. Pokazywać, że folklor to nie jest „obciach” tylko ogromna wartość i fajna przygoda. Promować go wśród młodszych i starszych. Podobnie z chóralistyką. Dlaczego przy Madrygale nie może działać Madrygalik, czyli chór dla najmłodszych? Albo, z innej strony, Madrygał Gospel? Artyści obu zespołów mogliby prowadzić warsztaty dla Legniczan, organizować spotkania z mieszkańcami i opowiadać o swej pasji, angażować się jeszcze bardziej w różne przedsięwzięcie. To ma o wiele większy sens, niż praca garstki zapaleńców z pasją, bo pozwala na realny rozwój, który wcześniej czy później przekuje się w realne i mierzalne sukcesy.

A takich sukcesów te zespoły nie notują?

- Notują, tylko czasami to są bardzo realne osiągnięcia, czasami bardziej deklaratywne a zdarzają się też porażki. Potencjał obu zespołów jest jednak o wiele większy. My go doskonale widzimy i chcemy wykorzystywać. Wymaga to pewnych zmian, zbudowania narzędzi i mechanizmów, których dotąd obie grupy nie miały. Zmiany u wielu osób wywołują obawy, zupełnie niepotrzebnie. W dłuższej perspektywie wszystkim wyjdą one na zdrowie.

Kolejna część wywiadu już w piątek.


fot: Wojciech Obremski, lca.pl



Źródło: ego   2011-12-28


 

   Dzieje się





reklama Galerii Piastów
logotyp sieci hoteli Qubus
logo LPWIK
logotyp radio taxi Wicar
logotyp KGHM
logotyp MPK Legnica
logotyp Footbal Academy


 
                   


© Legnickie Centrum Kultury 2003-2019   tel. 76 723-37-00   e-mail: lck@lck.art.pl