logo Satyrykonu link do strony logo BIP link do strony
logo Letniej Akademii Filmowej link do strony Logo Legnicy Cantat
O Nas     Kalendarium     Działalność     Zajęcia     Przetwarzanie danych osobowych
baner

Od LAF do kariery


Legnicka Akademia Filmowa zbliża się wielkimi krokami. Ruszy 14 sierpnia, a odbędzie się już po raz 21!
Przez te wszystkie lata na legnickich warsztatach filmu animowanego setki młodych ludzi poznało tajniki samodzielnego robienia filmów. A wśród znanych dziś animatorów są twórcy, którzy zaczynali właśnie w Legnicy. Zalicza się do nich Magdalena Bryll, córka samego Ernesta Brylla*, która pracowała m.in. przy nagrodzonym Oskarem "Piotrusiu i Wilku".
Pani Magda, gdy była nastolatką, bakcyla robienia filmów animowanych połknęła właśnie na legnickich warsztatach. Opowiedziała o tym w książce "I LAF animowany świat" Edyty Golisz (rok wyd. 2012).

Zapraszamy do przeczytania tego ciekawego wywiadu. I do wzięcia udziału w tegorocznych warsztatach! Nigdy nie wiadomo, na kogo czeka kariera filmowa. Warto pomóc losowi i zrobić pierwszy krok!

Jak trafiła Pani na Letnią Akademię Filmową** w Legnicy?

- Mój tato koleguje się z panem Witoldem Gierszem. A że pan Giersz jeździł do Legnicy jako wykładowca i zabierał ze sobą Dorotkę, swoją wnuczkę, zaproponował mojemu tacie, żebym też pojechała. To był 97 rok, miałam wtedy 15 lat. Tato spytał mnie o zdanie i pomysł spodobał mi się. Przede wszystkim dlatego, że zawsze lubiłam różne działania plastyczne, poza tym byłam w wieku, kiedy chętnie wykorzystuje się propozycję spędzenia wakacji bez rodziców (śmiech). Inna rzecz jest taka, że bardzo chciałam zobaczyć jak robi się filmy animowane. Gdy mieszkaliśmy jeszcze w Irlandii ( Ernest Bryll w latach 1991- 1995 był ambasadorem Rzeczpospolitej Polskiej w Irlandii i mieszkał tam z rodziną - przyp. red.) widziałam w tamtejszej telewizji film o tym, jak dzieci same robią filmy animowane. Ale wiadomo - to było w telewizji, daleko od Polski, wydawało mi się to takie nieosiągalne. A tu proszę - mogłam pojechać do Legnicy w Polsce i sama spróbować pracy nad filmem animowanym. Chętnie przystałam więc na propozycję wyjazdu na Letnią Akademię Filmową. Pojechała też Olga, wnuczka mojego taty. Olga jest córką mojego przyrodniego brata, dużo ode mnie starszego, więc obie jesteśmy w podobnym wieku. Pamiętam tę wyprawę do Legnicy. Jechaliśmy pociągiem: pan Witold Giersz, jego wnuczka Dorotka, ja, Olga a z nami jeszcze jedna koleżanka - Paulina Pludra.


Pan Witold Giersz mówi, że podczas pierwszego udziału w Letniej Akademii Filmowej nastąpiła w Pani wielka zmiana. Przyjechała zamknięta w sobie, niezbyt entuzjastycznie współpracująca z kolegami nastolatka, a wyjechała uśmiechnięta autorka bardzo dobrego - jak na debiut - filmu.

- Powiem tak: do dziś jest mi trudno nawiązywać tak od razu znajomości. Nie mam daru zaprzyjaźniania się od pierwszego wejrzenia. Muszę najpierw oswoić sytuację, poznać ludzi. Tak było od zawsze. A na warsztatach w Legnicy znalazłam się w samym środku dużej grupy obcych mi ludzi. W dodatku było tam bardzo dużo Niemców, którzy - jak to Niemcy - byli głośni, bezpośredni, niczym nie skrępowani. W przeciwieństwie do mnie. I mieli już filmowe doświadczenie. Od razu zabrali się więc energicznie do roboty, robili dużo hałasu, brali bez skrępowania to, co było im potrzebne. Rzeczywiście trochę mnie to przytłoczyło, bo ja nie miałam nawet pojęcia, od czego zacząć robienie filmu. Ale wymyśliłam scenariusz i nie przeczuwając kłopotów zdecydowałam, że wybiorę technikę rysunkową. W końcu całkiem nieźle rysowałam. Tyle, że szybko pożałowałam tej decyzji! Żeby mój film powstał, musiałam narysować tak dużo klatek, że miałam tego rysowania naprawdę serdecznie dość! A rysowanie kolejnych ujęć to przecież tylko część ogromu pracy. Ale film zrobiłam. Ponieważ tematem warsztatów była "Drabina", mój film opowiadał o pływaku, który wbiega na drabinkę prowadzącą na deskę, z której skacze się do basenu. Pływak odbija się od tej deski i skacze, ale okazuje się, że w basenie nie ma wody…

Zabiła Pani swojego pierwszego bohatera?!

- W domyśle (śmiech). Film nie miał tak oczywistego finału. Kończył się tym, że mój pływak rozpłaszczał się na dnie basenu…

Tworzenie filmów animowanych spodobało się Pani?

- Tak bardzo, że od razu po powrocie do domu zaczęłam rysować kolejny film! Ten jednak nigdy nie powstał, bo rozpoczął się rok szkolny a ja miałam nieliche problemy w szkole. Rodzice woleli, żebym zajęła się matematyką niż robieniem filmu… To absolutnie nie oznacza, że mama i tata mieli coś przeciwko mojej pasji, bo zawsze mnie wspierali. Ich, hmmm… naciski, były raczej spowodowane obawą przed moją kolejną " jedynką" w dzienniku, a nie protestem przeciwko tworzeniu filmu. Tym bardziej, że moja praca w domu nad filmem zabierała mi mnóstwo czasu. Dziś niemal każdy ma w domu komputer, aparat fotograficzny, kamerę. Wtedy tak nie było. Nie miałam za bardzo na czym robić tego mojego filmu. Mieliśmy wprawdzie kamerę, ale taką najprostszą, którą rodzice kupili jeszcze w Irlandii - kiedy ja i siostra byłyśmy małe - żeby nas filmować do domowego archiwum. Ta kamera nie miała nawet opcji poklatkowej, więc żeby nakręcić kolejne rysunki włączałam ją i błyskawicznie wyłączałam. Tylko co z tego, jak nie miałam komputera, żeby tę "animację" potem zmontować... W efekcie mój film nie powstał.

Ale w kolejne wakacje rodzice nie mieli nic przeciwko temu, żeby znów wyjechała Pani na LAF do Legnicy?

- Absolutnie. Byłam potem na Letniej Akademii Filmowej wiele razy. Zawsze po powrocie do domu mama i tata z przejęciem oglądali zrobiony przez mnie w danym roku film, musiałam dzielić się wrażeniami. Duże wsparcie psychiczne otrzymałam od rodziców także przed egzaminem na studia...

…na które wybrała Pani właśnie animację?

- Rozważałam różne kierunki studiów, ale w końcu zdecydowałam się na kierunek związany z filmem animowanym w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Teatralnej i Telewizyjnej w Łodzi. Studia ukończyłam w 2007 roku. Pracowałam potem m.in. przy oskarowym "Piotrusiu i Wilku", przy filmie "Latająca maszyna", byłam asystentem reżysera m.in. głośnego filmu "Miasto płynie" Balbiny Bruszewskiej, pracowałam także przy reklamach, które powstawały w łódzkim studiu "Se-Ma-For", zajmowałam się organizacją planów filmowych. A obecnie zajmuję się głównie - nomen omen - organizacją warsztatów filmu animowanego! W kraju i za granicą uczę, razem z innymi filmowcami, dzieci i młodzież sztuki robienia filmów animowanych. Tak jak mnie uczono kiedyś w Legnicy… Bo nie da się ukryć, że cała moja droga zawodowa wzięła początek właśnie podczas Warsztatów Filmu Animowanego w Legnicy.


Ilustracja - okładka kiążki Ernesta Brylla - pochodzi ze strony internetowej Magdaleny Bryll: www.madziabryll.pl


*Ernest Bryll - poeta, pisarz, autor tekstów piosenek, dziennikarz, tłumacz i krytyk filmowy. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Także dyplomatą - był ambasadorem Rzeczypospolitej w Irlandii i dyrektorem Instytutu Kultury Polskiej w Londynie. Od prawie pół wieku pisze teksty piosenek, śpiewali je m.in. Czesław Niemen, Marek Grechuta, 2 plus 1, Skaldowie, śpiewa Myslovitz, Maryla Rodowicz, Krystyna Prońko, Urszula Sipińska, Daniel Olbrychski, Jerzy Połomski i inni.

** Legnicka Akademia Filmowa nosiła wcześniej nazwę Letnia Akademia Filmowa.



Źródło: ego   2013-07-26


 

   Dzieje się





reklama Galerii Piastów
logotyp sieci hoteli Qubus
logo LPWIK
logotyp radio taxi Wicar
logotyp KGHM
logotyp MPK Legnica
logotyp Footbal Academy


 
                   


© Legnickie Centrum Kultury 2003-2019   tel. 76 723-37-00   e-mail: lck@lck.art.pl